środa, 25 lipca 2012

Wódko pozwól działać

Wódko, pozwól działać, czyli 6 powodów, dla których PZPN nie trzeźwieje, a Polską piłkę męczy kac
Krzysztof Sikorski, trener Varsovii Warszawa, o bankiecie Mazowieckiego Związku Piłki Nożnej: działacze pijani wychodzą na czworakach, właściciel kawiarni wściekły, bo potłuczone są naczynia, zginęły sztućce. Mówi: - PZPN utknął w PRL-u. Tylko młodzi mogą to uratować. Ale dyscyplina to arcytrudna. Michał Gniatkowski, 35-latek, chce być szefem wielkopolskich struktur związku. – Gdyby tak człowiek mógł więcej wypić, wygrana w kieszeni. Jacek Masiota, 36-latek, prawnik, chce na szefa całego PZPN. – Będzie ciężko, to nie moja liga alkoholowa.
Powód nr 1 70 flaszek to za mało
Gniatkowski był na piątym roku studiów, gdy 12 lat temu przyszedł do Wielkopolskiego Związku Piłki Nożnej. Wciągnął do pracy innych studentów z wydziału prawa, został szefem wydziału dyscypliny. Cztery lata temu zamarzył mu się fotel szefa wielkopolskiego futbolu. – Byłem naiwny – wzdycha. – Obiecałem walkę z korupcją, przejrzystą strukturę, jawne podejmowanie decyzji. Jego konkurentem był Stefan Antkowiak, regionalny baron związkowy. Gniatkowski głównie rozdawał ulotki, Antkowiak objeżdżał delegatów na wojewódzki zjazd mających decydować o wyborze. - Pan nie mógł jeździć? – pytam Gniatkowskiego. - Nie jestem w stanie tyle wypić – odpowiada z uśmiechem. Przegrał, a za rzucenie rękawicy baronowi wraz z młodymi kolegami wyrzucono go ze związkowych stanowisk. Antkowiak: - Nie wiem, kto pije, ile pije; ja niewiele, bo codziennie jeżdżę samochodem. O słabościach działaczy legendy krążą jednak od lat. Cztery lata temu wielkopolscy działacze wybrali się autokarem na Euro w Austrii i Szwajcarii. Opowiada mi jeden z uczestników wyjazdu: - W drodze na mecz Polaków wódka płynęła podłogą, między siedzeniami, bo wszyscy byli tak pijani, że nie zakręcali butelek. Wracaliśmy bez jednego z nas. Padł i zasnął pijany gdzieś pod stadionem, wrócił stopem, bez pieniędzy i dokumentów. Rok temu we Wrocławiu do samolotu wszedł Zdzisław Kręcina, ówczesny sekretarz generalny PZPN. Pasażerowie zażądali wyrzucenia go z pokładu, LOT tłumaczył, że „był pod bardzo mocnym wpływem alkoholu i używał obscenicznych słów”. Kręcina bagatelizował sprawę, mówiąc, że po wejściu do samolotu zasnął, a pasażerom musiało przeszkadzać jego charapanie. Działacze związkowi, jak podał tabloid „Fakt”, zasiedli w loży honorowej gdańskiego stadionu podczas Euro 2012, by jeden z meczów uświetnić 70 butelkami wódki. Gdy się skończyła, mieli żądać więcej, ku przerażeniu ludzi z UEFA przekonanych, że taki zapas starczy na cały turniej.
Powód nr 2 Więź pokoleniowa
Aby zostać, tak jak chce Gniatkowski, szefem okręgowego związku, mocna głowa potrzebna jest do zebrania głosów delegatów z województwa. – To są często „leśne dziadki”. Szanse, że zagłosują na młodego, są nikłe – mówi Gniatkowski. Zaglądam do rejestru związku w Wielkopolsce. Jadę po PESEL-ach: prawie wszyscy z kilkunastu członków zarządu to urodzeni przed 60 laty. Prezes, wspomniany Antkowiak, ma 64 lata, wiceprezes ds. marketingu – 72. Podobnie w Pile, Lesznie i Koninie. 40-latkowie to rodzynki. Nie inaczej ponoć w pozostałych 15 wojewódzkich związkach. Aby zostać, jak chce Jacek Masiota, szefem centrali, trzeba zdobyć ponad połowę głosów od 118 delegatów – aż 60 z nich to właśnie „dziadki” z okręgów. Ekstraklasa i I liga, młodsza o jakieś jedno pokolenie, ma 50 delegatów. Na stronie internetowej PZPN w rubryce „członkowie zarządu” Masiota, który dostał się tam z ramienia Ekstraklasy, wygląda jak najmłodszy syn 16 pozostałych (na początku kadencji zarząd liczył 18 członków, ale oskarżony o korupcję pomorski baron Henryk K. został zawieszony), z których wielu karierę zaczynało w Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. 68-letni wiceprezes Adam Olkowicz, również dyrektor Euro 2012, był w służbach PRL, w komórce inwigilującej Kościół. Dziś tłumaczy, że tylko „prowadził z Kościołem dialog”. Czerwoną legitymację miał Jan Bednarek, 57-letni baron pomorski PZPN, technik instalacji sanitarnych, który karierę polityczną kończył w Samoobronie. W PZPR działał także Antkowiak, od 12 lat szef Wielkopolskiego ZPN. Janusz Hańderek, 65-letni szef komisji rewizyjnej PZPN, w stanie wojennym pisał na zlecenie bezpieki paszkwile wymierzone w opozycjonistów, a nawet uczestniczył – wedle wspomnień ludzi „Solidarności” – w ich przesłuchaniach. Andrzej Placzyński, szara eminencja PZPN, był oficerem prowadzącym ojca Konrada Hejmę. Niektórzy, jak wiceprezes PZPN Rudolf Bugdoł, 69-latek, otarli się o aferę korupcyjną. Na zarzuty, że oferowali przed laty pieniądze za mecz, co sugeruje w swojej biografii „Spalony” były piłkarz Andrzej Iwan, Bugdoł odparł: „Myśmy tylko motywowali do sportowej walki”. Na ich czele stoi 62-letni Grzegorz Lato. Piłkarz wybitny, stukrotny reprezentant Polski, król strzelców mundialu. Zawiódł jako trener, przeleniuchował kadencję senatora SLD, pracował w Amice Wronki, gdy wygrywanie załatwiał jej „Fryzjer”, oskarżony o kierowanie piłkarską mafią. Walory reprezentacyjne prezesa określają cytaty: „Aj weri hepi if mister Surkis” i „Kto nie pije, ten kabluje”. W czwartek ogłosił, że w październiku znów wystartuje w wyborach na szefa PZPN, bo „nigdy nie oddał meczu walkowerem”. Masiota chce powalczyć z Latą o fotel prezesa, ale przyznaje, że ma słabszą głowę, a głosy delegatów z Ekstraklasy (jest szefem jej rady nadzorczej) nie dają mu w wyborach przewagi. - No to klapa – mówię. - Zobaczymy. Mam argument być może mocniejszy niż wódka – podkreśla z błyskiem w oku.
Powód nr 3 Kasa
Delegatom głosującym na szefa PZPN, wywodzącym się często z małych klubów piłkarskich, Masiota może obiecać tylko mniejsze opłaty na rzecz PZPN. Aby zrozumieć argument kasy, sięgnijmy do sprawozdania finansowego za ubiegły rok. PZPN utrzymuje się w zasadzie z handlu. Miał w budżecie ponad 70 mln zł, 4 mln zysku. Połowa przychodów pochodziła ze sprzedaży praw do transmisji telewizyjnych, z reklam itp. Około 10 mln z umów sponsorskich, dotacji z UEFA, biletów na mecze reprezentacji. Ale nawet kilkanaście milionów przynoszą PZPN i związkom wojewódzkim wpływy z klubów. Od tych małych, w gminach, po ekstraklasę. – Za co płacą kluby? – pytam Andrzeja Krzywickiego, dyrektora Varsovii, w której trenuje 250 dzieci. - Płacę związkowi za zarejestrowanie zawodnika w rozgrywkach, za jego przyjście z innego klubu, wynajęcie sędziów piłkarskich, dopuszczenie murawy do gry, za żółte kartki, które zawodnicy otrzymują podczas meczów... – wylicza Krzywicki. Michał Gniatkowski pokazuje mi symulację opłat: każdy mały klub w Polsce płaci na PZPN i związki wojewódzkie od 15 do 20 tysięcy złotych rocznie. Te duże po 100 tysięcy. O tym, jaką wagę przykłada PZPN do opłat klubowych, czytam w stenogramie posiedzenia zarządu z maja tego roku. Odbyło się ono w stołecznym hotelu Sheraton. Księgowa PZPN tłumaczy, że w bilansie finansowym po stronie „strata” jest 1,5 mln zł. – A skąd to? – pyta zarząd. – To zaległe opłaty od klubów, które spadły do niższej ligi – mówi księgowa. – To pieniądze nie do odzyskania – przyznaje ktoś z zarządu. - Co pan ma z PZPN? – pytam Krzywickiego. Nie przypomina sobie, by dostał złotówkę. – Pieniądze na działalność klubową i opłaty dla związków muszę wyżebrać od rodziców zawodników lub sponsorów. Marek Śliwiński, prezes Znicza Pruszków, w którym parę lat temu grał Robert Lewandowski, do kasy związku oddaje każdego roku nawet po 100 tysięcy zł. To jedna piąta budżetu akademii młodzieżowej w jego klubie. – Jeśli związek nas wspiera, to nazwałbym to pomocą śladową. W sprawozdaniu finansowym PZPN znajduję jeszcze rubrykę „transfery krajowe i zagraniczne” z kwotą blisko 4 mln zł. Masiota: - Jeśli klub sprzedaje zawodnika, 3 proc. prowizji płaci do PZPN, a 2 proc. do swojego związku wojewódzkiego.
Powód nr 4 PZPN nie szkoli
Lewandowski, gwiazda reprezentacji, został sprzedany przez Lecha Poznań do Borussii Dortmund za blisko 5 mln euro. PZPN zgodnie z przelicznikiem, dostał za to około miliona złotych, a kilkaset tysięcy wpadło związkowi wielkopolskiemu, choć w Wielkopolsce grać w piłkę się nie uczył , przyszedł do Lecha jako piłkarz ukształtowany. Pytam Krzysztofa Sikorskiego z Varsovii, jednego z pierwszych trenerów Lewandowskiego, czy PZPN pomagał w jego rozwoju. - Pan żartuje – śmieje się Sikorski. – „Bobek” (pseudonim Lewandowskiego) grał u nas na piaszczystym klepisku, bo dopiero dwa lata temu zrobiliśmy boisko. Sami kupujemy sprzęt, opłacamy obozy, wszystkie koszty meczów. Tylko raz, gdy szkoliłem „Bobka”, widziałem na trybunach koordynatora ze związku. Ale nikogo nie interesował, uznano, że jest zbyt cherlawy. - A pana szkolili? – pytam Sikorskiego, który jest trenerem od 30 lat. - Chyba z picia – mówi z przekąsem. Sikorski był co prawda na kursokonferencjach trenerskich PZPN, ale niczego nowego tam nie zobaczył. Marek Śliwiński ze Znicza Pruszków wysyła swoich trenerów np. do Manchesteru. Płaci za to klub lub sami szkoleniowcy. Sikorski, dopiero gdy pojechał z Varsovią do Duisburga, zobaczył system szkolenia, który rzucił go na kolana. – Trener młodzieżówki dostaje od tamtejszego związku najnowsze opracowania, techniki szkoleń, taktyki, rozwoju zdrowotnego zawodnika. Gdy pojechałem do mazowieckiego związku rejestrować piłkarza, jedna pani powitała mnie z pretensjami: „Po co wam tylu?”. W Niemczech, jak mówi Sikorski, system szkolenia młodzieży jest ujednolicony dla wszystkich klubów i zawodników. – Do pewnego wieku ćwiczy się przyjęcie piłki, podanie, potem taktykę. PZPN nie ma spójnego systemu, każdy klub szkoli, jak chce, co przekłada się na niski poziom. Mirosław Wrzesiński, szef wydziału szkolenia młodzieżowego PZPN, który stworzył pierwszą w Polsce akademię piłkarską dla dzieciaków, protestuje: - Zaczęliśmy budować spójny system szkolenia. Rok temu z puli PZPN i Ministerstwa Sportu wydano na to grube miliony. - A, to gratuluję – mówię zaskoczony. - Ale już nie ma czego – wzdycha Wrzesiński. – PZPN kilka dni temu zlikwidował mój wydział, połączył go z innym. Dla mnie w nowym miejsca zabrakło. - To kto teraz buduje ten system? – pytam. - Nowym szefem jest Padewski. Proszę nie pytać, nie wiem, czy się na tym zna. Andrzej Padewski to baron związkowy z Dolnego Śląska. – Ja tylko na kilka miesięcy – mówi. - A kto potem? – pytam. - Nie wiem, Jesienią PZPN wybierze nowy zarząd, który zdecyduje, z kim mu będzie po drodze. Wróćmy do posiedzenia zarządu z maja tego roku. Dariusz Śledziewski z komisji technicznej ubolewa, że o 30 proc. spadło czytelnictwo pisma „Trener” wydawanego przez PZPN. – A przecież jego poziom jest bardzo dobry – przekonuje. Głos zabiera wtedy Antoni Piechniczek, dawny trener reprezentacji, członek zarządu PZPN. – Rozprowadzanie pisma musi odbywać się nie systemem nakazowym, ale poprzez uświadamianie – mówi i proponuje, by trenerom, którzy nie zaprenumerują związkowej broszury, odmówić wydania licencji. Czesław Michniewicz, były trener m.in. Lecha Poznań: - „Trener”? Od lat nie zaglądałem, ściągam na własną rękę pisma z Europy Zachodniej. Śledziewski, jak czytam dalej w stenogramie, chwali się jeszcze, że zakończono prace nad „unifikacją procesu szkolenia młodzieży”, że są gotowe broszury, „natomiast nie ma środków na ich wydanie”. Jan Bednarek, wiceszef PZPN ds. piłkarstwa amatorskiego, chwali też, że 27 polski trenerów otrzymało od FIFA dyplomy ukończonych kursów trenerskich. W piłce plażowej.
Powód nr 5 Biurokracja
Trener Sikorski nie lubi jeździć do biura Mazowieckiego Związku Piłki Nożnej. Bo kolejki, papiery, pieczątki, kłótnie. PZPN kupił kilka lat temu system komputerowy, zawodnicy dostali kartę z chipem. Krzywicki, dyrektor Varsovii: - System nie działa. Karty to bezużyteczne kawałki plastiku, za które musieliśmy, oczywiście, zapłacić. Rok temu piłkarze Sikorskiego wygrali z Unią Warszawa, ale w rozpisce związkowej widnieje, że jednak przegrali. Trener Sikorski. – Dzwonię, mówię, że zrobili błąd, niech poprawią, bo punkty tracę, a oni, że mam pismo napisać. - Napisał pan? – pytam. - A z jakiej racji?! I nadal tam wisimy jako przegrani. Przeglądam strukturę organizacyjną PZPN. Przypomina plan budowy metra – nie wiadomo, gdzie się kończy. Jest 15 komisji, trzech rzeczników, sąd polubowny, izba ds. sporów, kolegium sędziów, jeden wydział ds. bezpieczeństwa, klub seniora. We wszystkich od kilku do nawet 40 osób. Sama komisja ds. odznaczeń to 13 działaczy. Zaglądam do planu posiedzenia zarządu PZPN na 27 czerwca w hotelu w Sękocinie pod Warszawą. Miał tam powołać grupy robocze ds. przygotowania sprawozdania z działalności PZPN oraz grupy ds. zmian statutowych, podjąć uchwałę w sprawie interpretacji innej uchwały, przyjąć plan nowych struktur związku oraz kilkanaście regulaminów dla nowych komisji. Powołani zostaną też przewodniczący nowych komisji, zastępcy, sekretarze, członkowie. – Czyli nowy model biurokracji, a i bez tego posiedzenia są frapujące – komentuje Masiota. Sięgam znów do protokołu z posiedzenia, ale z maja, by sprawdzić, co wtedy frapowało. Reprezentacja. Antoni Piechniczek powiedział, że aby osiągnąć sukces i dojść do finału (Euro), Polacy muszą grać tak, by w pięciu meczach nie stracić więcej niż trzy-cztery bramki, a strzelić więcej niż osiem. Zwrócił uwagę na znaczenie stałych fragmentów gry, choć przyznał, że nie są silną stroną polskiej drużyny, ale „podkreślił, że w drużynie jest coraz więcej optymizmu”. Bankiet. Zarząd i szef komisji rewizyjnej w dniu otwarcia Mistrzostw Europy wezmą udział w kolacji na Zamku Królewskim, potem pojadą do hotelu autokarem, stamtąd na stadion, a po meczu z powrotem do hotelu. Bilety. Grzegorz Lato oświadczył, że on, zarząd i członkowie komisji rewizyjnej dostaną na Euro po jednym bilecie VIP, ale uprzedził, że nie można go nikomu odstępować. Po dziesięć biletów dostaną też szefowie wojewódzkich związków piłki nożnej, ale podkarpacki baron PZPN naraził się prezesowi Lacie szykanami. Podjęto więc uchwałę, że za karę biletów nie dostanie. Prezes Lato zaapelował też, by działacze występowali na stadionach w garniturach związkowych. Siedziba. Jeden z członków zarządu uważa, że elewacja planowanej siedziby budynku to wysokie koszty mycia, więc „należy się nad tym poważnie zastanowić, czy nie zmienić decyzji w tym zakresie”. Inny członek zarządu zaproponował „sprecyzowanie składu zespołu ds. budowy siedziby tak, aby mógł zająć się takimi problemami, o jakich wspomniał przedmówca”. Ustalono, że w skład zespołu ds. budowy nowej siedziby wejdzie pięciu działaczy.
Powód nr 6 Związek doskonały
- Krytyka związku nie ma sensu, bo każdą podpowiedź z zewnątrz traktują jak zamach – mówi mi Robert Zawłocki, adwokat. Cztery lata temu wprowadził go do PZPN minister sportu. Zawłocki jako kurator wszedł triumfalnie, ściskając kilkadziesiąt stron zarzutów, które ujrzały światło dzienne po ministerialnej kontroli, np. podejmowanie przez zarząd PZPN bezprawnych uchwał. – No i co z tego? – mówi Zawłocki. – Działaczy to nie ruszało. Wiedzą, że ustawa o sporcie daje im monopol na zarządzanie piłką nożną, że mają poparcie UEFA i FIFA. Jest jeszcze ich wewnętrzne przekonanie, że są superkompetentni. - Zawłocki, prywatnie szwagier... Masioty, został ze związku wycofany po miesiącu, gdy UEFA i FIFA zagroziły ministerstwu, że jeśli kurator nie pójdzie precz, to reprezentacja Polski zniknie z międzynarodowych rozgrywek. A co sądzi o działalności swojego szwagra w PZPN? – Przy rodzinnych obiadach zawsze się o to kłócimy – mówi. Związkowcy, upojeni poczuciem doskonałości, od lat bez mrugnięcia okiem jako jedyni wypowiadają się o związku pozytywnie. Zwierają szeregi zwłaszcza po porażkach reprezentacji. Media i uznani sportowcy, jak Zbigniew Boniek, próbują ich otrzeźwić, ale to jak wyciągnięcie alkoholika z gorzelni, by stawił się na antyalkoholową kurację. Zawłocki: - Tyle, że oni karmią się swoją legendą, a to zasoby niewyczerpane. Trzy lata temu PZPN dokonał zmiany kosmetycznej. Rzecznikiem została Agnieszka Olejkowska, młoda, ładna, elokwentna, choć na konferencjach wygląda jak wnuczka związkowych działaczy i sprawia wrażenie figurantki powtarzającej oficjalne komunikaty. Pytam Adama Łaszyna, doradcę wizerunkowego, jaki widzie obraz PZPN. – Występują tu wszystkie najgorsze parametry minionej epoki, oblężonej twierdzy, reliktu historii – odpowiada. Pomysł na zmianę? Łaszyn wzdycha: - Jestem co prawda zwolennikiem ewolucji w zmianie wizerunku, ale musiałbym tu zrobić wyjątek. Trzeba by to zburzyć i zbudować na nowo.
Uzdrawiacze piłki
Zdzisław Drobniewski, 54 lata, członek zarządu PZPN
Zasłynął w sezonie 1995/96, kiedy GKS Bełchatów, któremu prezesował, w „cudowny” sposób utrzymał się w pierwszej lidze. – To było niesamowite, Bełchatów miał tyle pieniędzy, że przebijał nawet „spółdzielnie” (kilku rywali zrzucało się, żeby motywować przeciwników GKS) – opowiada piłkarz Zagłębia Lubin. Stawki za ustawianie meczów wzrosły wtedy w Polsce kilkakrotnie. A wszystko dlatego, że rok 1996 był przestępny. Dochód kopalni w Bełchatowie ze sprzedaży węgla w dodatkowym dniu lutego (29) został przekazany do klubu. Według związkowców, którzy później przysłali list do „Gazety”, było to 27 mld starych złotych. O Bełchatowie, któremu szefował Drobniewskim opowiadał też w słynnym wywiadzie dla „Gazety” Piotr Dziurowicz. GKS miał kupować mecze również w sezonie 1999/2000, ale odpadł w połowie rozgrywek, kiedy skończyły mu się pieniądze. Fragment wywiadu z 8 sierpnia 2005r.:” Przemysław Iwańczyk: Kierowany przez pana klub nigdy nie kupił meczu? Zdzisław Drobniewski: Widzi pan, siedzę sobie na plaży w Darłowie, chcę spokojnie porozmawiać, a pan próbuje coś ode mnie wyciągnąć. Nie widzę potrzeby odgrzewania placków ziemniaczanych. Wszystkie mecze Bełchatowa w sezonie 1999/2000 były czyste? - Kiedy piłkarze grali w błocie, to byli brudni...”.
Antoni Piechniczek, 70 lat, były selekcjoner, członek zarządu PZPN
Z wywiadu dla „Gazety”: „W polskiej piłce uważa się, że wszystkiemu winien jest Grzegorz Lato and company. A on został wybrany w demokratycznych wyborach. Co z tego, że na stronie koniecpzpn.pl zarejestrowało się 300 tys. ludzi? PZPN, licząc piłkarzy, trenerów, działaczy, ma ponad mln członków”.
Jerzy Engel, 60 lat, dyrektor sportowy PZPN, były selekcjoner i kandydat na następcę Franciszka Smudy
Kiedy awansował na mundial, uwierzył w swoją nieomylność i zamiast zajmować się reprezentacją, ruszył na tournee po supermarketach, by promować swoją książkę „Futbol na tak”. Potem mistrzostwa rozpoczął od klęsk z Koreą i Portugalią i stosunku bramkowego 0-6 po dwóch meczach. Od kilku lat poza fachem, jako działacz PZPN wymyśla nierealistyczne, bo wymagające wielomiliardowych inwestycji, plany uzdrowienia polskiej piłki.
Stefan Antkowiak, 64 lata, członek zarządu PZPN, wymieniany wśród kandydatów na prezesa związku
Kiedyś w poznańskim Komitecie Wojewódzkim PZPR. W zarządzie PZPN zasiada od 2002r. – Wybory udowodniły, że nie chcemy, by pokazywano palcami, co mamy robić. Sami to brzemię udźwigniemy – mówił cztery lata temu, po wyborze na szefa wielkopolskiego futbolu. To, że oskarżony o kierowanie piłkarską mafią „Fryzjer” działał w Wielkopolsce, skomentował tak: - czasem nie wiemy, kto pracuje z nami biurko w biurko.
Jacek Masiota, 37 lat, prawnik, członek zarządu PZPN, rywal Laty w wyborach na prezesa
W 2006 roku z dwóch klubów ekstraklasy powstał jeden. Amica Wronki zapłaciła kilkanaście milionów złotych za prawo do korzystania z nazwy, barw, herbu i tradycji Lecha. Poznaniakom groziła jednak kara za korupcję. – Kiedy zarzuty korupcyjne za sezon 2003/04 dostało trzech naszych piłkarzy, dotarło do nas, że skoro nowy klub gra na licencji Amiki, to mamy pełne podstawy starać się o zadekretowanie, że jeżeli chodzi o aferę korupcyjną, odpowiadamy za wykroczenia klubu z Wronek, nie Lecha – tłumaczył Masiota. Dzięki prawnikowi Lech nie był już więc tym samym Lechem, bo stał się... Amicą, mimo, że zachował nazwę Lech. Amiki w wersji poznańskiej też nie można było ukarać, bo kupowała mecze przed 2003 rokiem, a wtedy korupcja w sporcie nie była ścigana.

autor: Marcin Kącki
Gazeta Wyborcza, 7-8 lipca 2012



e-biznes4you.pl  - zarabiaj z nami

wtorek, 11 stycznia 2011

Początek piłki nożnej w Polsce

Polska na początku XX wieku nie może w pełni skorzystać z szybkiego rozwoju sportu, a w tym piłki nożnej jaki dokonuje się w świecie. Trudne warunki pod okupacją zaborców Prus, Rosji i Austrii zdecydowanie utrudniają rozwój sportu. Jedynie w zaborze austriackim, gdzie nie było aż tak dużych restrykcji działacze-hobbiści organizują pierwsze zespoły ćwiczących. Zaczynają powstawać coraz liczniejsze towarzystwa, m.in. Towarzystwo Zabaw Ruchowych we Lwowie i zakładają ogniska zajęć sportowych. Z radością do tych form ruchu podchodzi młodzież, która poznaje nową grę o nazwie piłka nożna. Futbol wprowadzali nauczyciele gier oraz zagraniczni trenerzy gimnastyki i kolarstwa. Piłka nożna we Lwowie trafia w końcu do szkół, gdzie I i II Szkoła Realna oraz III i IV Gimnazjum stają się pionierami polskiego piłkarstwa. W 1903 przy gimnazjum zostaje założony klub Sława, który rok później zmienia nazwę na Czarni Lwów i staje się oficjalnie pierwszym klubem piłkarskim w Polsce. Powstanie Czarnych pociąga za sobą zakładanie innych klubów. I tak w 1905 do rywalizacji włącza się Lechia Lwów, Pogoń Lwów, Hasmonea Lwów, Maraton Lwów i inne mniej znane. Zawodnicy Czarnych Lwów w celu rozsławienia piłki w Polsce rozgrywają w wielu miastach mecze pokazowe. Po takim pokazie w Krakowie 1906 i 1907 roku powstają Wisła i Crakovia Kraków, w Przemyślu - Polonia i San, w Rzeszowie - Resovia, w Tarnowie - Tarnovia i wiele innych. Wraz z szybkim wzrostem klubów piłkarskich w Galicji, wzrasta również poziom piłki nożnej. Działacze polscy nawiązują się kontakty  z austriackimi, czeskimi czy węgierskimi przekazując liczne nowinki. W zaborze rosyjskim młodzież nie miała takiej swobody jak w Galicji. W Kongresówce podpatrywano jak organizowane są zawody piłkarskie przez cudzoziemców, którzy zatrudnieni byli w fabrykach w Warszawie czy Łodzi. Grano oczywiście dla rozrywki. Niemniej jednak takie "inwigilacje" zakończyły się organizowaniem przez młodzież polską potajemnych, nieoficjalnych rozgrywek. W Warszawie powstają "dzikie" zespoły "Korona", "Warszawianka", "Merkury", które w ogrodach Raua grają w piłkę nożną. Podobnie rzecz dzieje się w Łodzi.
W 1915 zaczynają powstawać pierwsze kluby piłkarskie. W Warszawie "Polonia", rok później "Legia" i inne "Korona", "Pogoń", "Slavia", "Syrena". W Łodzi trochę wcześniej bo w 1908 roku z młodzieżowego, szkolnego klubu "Łodzianka" powstaje ŁKS Łódź.
Dość ostro władze Pruskie traktowały działaczy polskich zakładających kluby piłkarskie w ich zaborze.
Drużyny niemieckie rozgrywały swoje spotkania, Polakom natomiast nie wolno było zakładać swoich klubów. Aczkolwiek, lepsi zawodnicy grali nielegalnie w pruskich drużynach. Pomimo jednak ostrych restrykcji w latach 1904-1908 powstały: "Venetia", "Posnania", "Ostrovia", "Warta", "Unia", "Pogoń" i inne.
Trochę później budzi się Śląsk i tu w 1920, w okresie plebiscytowym powstają: "Polonia" Bytom, "Pogoń" Katowice czy "Ruch" Chorzów oraz inne kluby.
Piłka nożna w Polsce pomimo trudnej sytuacji w jakie znaleźliśmy się w czasie zaborów zdobywa sobie tysiące sympatyków, a jej rozwój świadczy o wielkim zaangażowaniu i patriotyzmie ówczesnych działaczy i młodzieży, którzy niekiedy pod groźbą utraty życia poświęcając się dla Ojczyzny, wbrew zakazom dążą do powstawania zrzeszeń. Trzeba sobie zdawać sprawę, że kluby te nie powstają li tylko z myślą grania w futbol, powstają po to, aby zachować Polskość,  kultywując język, tradycje i kulturę polską.
Jak dobrze piłka nożna przyjęła się w Polsce niech świadczy fakt, że już w grudniu 1918 roku, zaraz po odzyskaniu niepodległości utworzony zostaje PZPN - Polski Związek Piłki Nożnej, który składa akces przystąpienia do FIFA. W 1921 roku, po przyjęci do struktur FIFA, reprezentacja Polski rozgrywa swoje pierwsze spotkanie międzypaństwowe z Węgrami, ulegając jej nieznacznie 1-0. W tym samym roku poznajemy mistrza Polski, którym zostaje "Cracovia" Kraków.
O wpływie "lżejszego" traktowania i szybszego rozwoju piłki nożnej w Galicji nad innymi zaborami niech świadczy fakt, że do II wojny światowej mistrzami Polski były drużyny z Krakowa, Lwowa i Chorzowa z mały wyjątkiem, kiedy to w 1929 roku Warta Poznań zdobyła ten zaszczytny tytuł.
Przed II wojną światową reprezentacja naszego kraju dwukrotnie bierze udział w Mistrzostwach  Świata.
W 1933 w eliminacjach ulegliśmy Czechosłowacji 1:2. Znacznie lepiej zaprezentowaliśmy się w 1937 roku. Po zwycięstwie 4-0 i nikłej porażce 0-1 wyeliminowaliśmy Jugosławię, by w ćwierćfinale ulec 5-6, po dogrywce, Brazylii.
Okres międzywojenny to również udział Polaków w Olimpiadach. W 1924 roku, w Paryżu trafiamy na Węgrów, którzy ogrywają nas i eliminują z dalszych rozgrywek. Drugi nasz udział w 1936 roku w Berlinie można uznać za największy sukces reprezentacji Polski okresu międzywojennego. Polska drużyna ogrywa Węgrów 3-0, Anglię 5-4 i przegrywa z Austrią 3-1. Dociera do małego finału, gdzie w meczu o brązowy medal ulega nieznacznie drużynie Norwegii 3-2.
W czasie okupacji niemieckiej rozwój piłkarstwa polskiego został zahamowany, ale nie do końca. Pomimo licznych zakazów, represji i łapanek Polacy grają potajemnie w piłkę. Wielu piłkarzy jednak traci życie walcząc z Niemcami na wielu frontach. Po zakończeniu wojny, mimo zniszczonej infrastruktury już w 1946 wyłoniliśmy mistrza Polski, który została Polonia Warszawa. Polskie piłkarstwo rozwija się w dobrym kierunku o czym świadczą spektakularne wygrane z ZSRR 2-1, Danią 5-0, Francją 3-1, Węgrami 2-1, Brazylią 1-0 , Holandią 4-1 czy Anglią 2-0. Najlepszy czas lat powojennych to lata 70 i 80. W 1972 roku w Igrzyskach Olimpijskich w Monachium zdobyliśmy złoty medal, na Mistrzostwach Świata w 1974 roku w Niemczech zajęliśmy trzecie miejsce. Na Igrzyskach w Montrealu (1976) zdobywamy srebrny medal, a w 1978 w Argentynie zajmujemy miejsce tuż, tuż za podium w Mistrzostwach Świata.
Lata 80 to trzecie miejsce w MŚ w Hiszpanii, zakwalifikowanie się do  finałów MŚ w Meksyku (1986) oraz liczne sukcesy reprezentacji młodzieżowych.






e-biznes4you.pl  - zarabiaj z nami

sobota, 8 stycznia 2011

Nowożytna piłka nożna

Mówi się, że kolebką nowożytnej piłki nożnej jest Anglia. I trzeba chyba zgodzić się z tym faktem, ponieważ w Anglii piłka nożna została jako pierwsza gra sportowa wprowadzona do nauczania wychowania fizycznego w szkołach, pierwsze kluby piłkarskie powstały w Anglii i Anglia szczyci się ujednoliceniem przepisów piłki nożnej, które miały miejsce na zjeździe przedstawicieli istniejących klubów sportowych w Londynie, w 1863 roku.
Kolejnymi faktami potwierdzającymi przywództwo Anglików w powstaniu gry o nazwie football jest założenie w roku 1888 ligi piłkarskiej i wprowadzenie zawodowstwa. Poza tym samo przyjęcie tej gry przez kibiców przeszło najśmielsze oczekiwania. Otóż   mecz o mistrzostwo w 1923 roku pomiędzy drużynami Westham i Bolton obserwowało ponad 120 000 widzów. Anglia zatem to prawdziwa kolebka piłki nożnej, której
duże zainteresowanie zaczyna przenikać do innych państw Europy, gdzie w krótkim czasie zdobywa olbrzymią popularność. Dlatego w 1904 roku zostaje utworzona FIFA - Międzynarodowa Federacja Piłki Nożnej. Podniosło to jeszcze bardziej autorytet piłki nożnej i wzmocniło organizacyjnie poszczególne związki, które weszły w skład  Federacji. Za chwilę dzięki kontaktom handlowym piłka nożna trafia na kontynent południowoamerykański, gdzie w niektórych krajach zdobywa pierwsze miejsce wśród gier zespołowych, a ich reprezentanci będą zmagać się o tytuł najlepszych na świecie.
e-biznes4you.pl  - zarabiaj z nami

piątek, 7 stycznia 2011

Piłka nożna w odległych czasach

Początków piłki nożnej można doszukiwać się w czasach starożytnych. Jak podają niektóre źródła najstarsze wiadomości o tej najpopularniejszej grze pochodzą z kronik chińskich, ok. V wieku p.n.e.. Jak z nich wynika gra w piłkę nożną była częścią szkolenia żołnierzy cesarza.Chin. W starożytnej Grecji grano w epyskyros i harpaston - gry z namiastką futbolu i rugby. Piłka była wykonana zazwyczaj z pęcherza zwierzęcego wypchanego suchą trawą, pierzem lub sierścią zwierzęcą. Dowodem  na gry przypominające futbol i rugby są zachowane liczne rysunki, rzeźby lub relikty.
Rzymianie, którzy przejęli od Greków wiele elementów życia kulturalnego również grali w piłkę. Najbardziej przypadł im do gustu harpaston, który w wojsku była podstawową grą żołnierzy. Średniowiecze to czas kiedy różne formy sportowe zaczęły interesować Anglików o Francuzów. Ci ostatni zauroczeni harpaston grali w swoją grę o nazwie soule, polegającej na przeniesieniu piłki w umówione miejsce. Gra była bezpardonowa i odbywała się bez żadnych przepisów. Podobnie było w Anglii, gdzie grano na ulicach czy skwerach. Jako, że te gry nie regulowały żadne przepisy dochodziło do wielu wypadków. Dlatego bardzo często władze lokalne, a potem nawet edykty królewskie zakazywały tak brutalnych zabaw i gier z piłką, która w XIV wieku nazwana została football.
Najbardziej przypominającą obecną piłkę nożną grą było calcio. W calcio grano we Włoszech. Pole gry podzielone było na dwie części, bramki utworzone były ze specjalnych namiotów, a liczba zawodników wynosiła 27 w każdej drużynie.
e-biznes4you.pl  - zarabiaj z nami